© 2023 by Sarah Lane. Proudly created with Wix.com

  • Facebook Basic Black
  • Twitter Basic Black
  • Black Instagram Icon

Historia

Co robisz gdy dziecko pyta cię o wojnę? O uchodźców? O Syrię, Irak, Jemen? Odpowiadasz na pytania czy robisz unik? Udzielenie odpowiedzi jest dosyć trudne, bo sami zazwyczaj unikamy konfrontacji z wiadomościami o kolejnym kryzysie w obozie dla uchodźców, czy kolejnych ofiarach na Morzu Śródziemnym. A jeśli już z nimi rozmawiasz jakich używasz słów? „Uciekli przed wojną, ich dom zamienił się w gruzy, nie wszyscy mają rodziców, przeżyli traumę, mieszkają w obozie, chcą wrócić, ale nie mają dokąd, nie chodzą do szkoły.” To wszystko prawda, ale czy cała? A gdyby tak pozwolić dzieciom zapytać? Dowiedzieć się tego, co ich na prawdę interesuje? I gdyby mali uchodźcy mogli sami odpowiedzieć? 

Takie mniej więcej pytania pojawiły się w mojej głowie podczas warsztatów Silence Hate European Media Camp, które odbyły się wiosną 2018 roku w Londynie. Celem warsztatów było stworzenienie nowych narracji (zarówno w dziedzinie dziennikarstwa jak i kampanii społecznych), które pomogłyby w walce z mową nienawiści skierowaną przeciwko migrantom i uchodźcom. Oddanie głosu dzieciom wydało się zaskakująco prostym i słusznym kierunkiem.

O tym, że dzieci chcą i potrafią się angażować przekonaliśmy się między innymi w trakcie kampanii „W imieniu”, która miała miejsce jesienią 2017 roku. „Dlaczego w Syrii jest wojna i co możemy zrobić, aby pomóc?” - zapytał pewnego dnia 8-letni Ignaś swoją mamę. - Możesz przekazać swoje kieszonkowe na akcję pomocy charytatywnej  i zorganizować zbiórkę w szkole odpowiedziała jego mama Agata Grabowska. I tak się zaczęło. Razem z grupa znajomych rodziców zrobili plakaty. „Antoś i Ignaś chcieliby pomóc dzieciom z Ghuty i innych syryjskich miast. Ale Ignaś ma tylko 8 lat, a Antoś 4. Sami nie mogą nic zrobić. Pomóc możemy my, dorośli.  W ich imieniu.” To hasło spotkało się z wielkim odzewem, kolejne szkoły dołączały do akcji, odbywały się warsztaty na temat uchodźców w efekcie czego zebrano ponad 200 tys. wpłacone na konto Polskiej Akcji Humanitarnej.

 

Rok później zaproponowałam tej samej grupie eksperyment. Spotkajmy się, nagrajmy pytania, które dzieci zaangażowane w akcję chciałyby zadać dzieciom mieszkającym w obozie dla uchodźców, zróbmy jakiś mały upominek na warsztatach a ja to zawiozę do obozu w Grecji i wrócę z odpowiedziami. Bardzo się ucieszyli, po zbiórce czuli potrzebę kontaktu, jakiejś kontynuacji, ale nie wiedzieli jak się do tego zabrać. 

Pytanie, które pojawiało się najczęściej brzmiało jakie są twoje marzenia? Były też: co lubisz jeść? jaki jest twój ulubiony kolor? Ale też: jak to jest mieszkać w kontenerze? To ostatnie zostało nam odradzone przez pracowników organizacji Lighthouse Relief, prowadzącej zajęcia dla dzieci w obozie Ritsona, do którego pojechałyśmy wraz fotografką Aliną Gajdamowicz. - Nie chcemy, aby te pytania wywołały w dzieciach refleksję, że coś jest nie tak w tym gdzie i jak mieszkają - wyjaśniła Kylen, koordynatorka projektu. 

Niesamowite, jak szybko pytanie, które z perspektywy warsztatów na warszawskim Żoliborzu wydawało się neutralne, nabrało innego znaczenia. Oczywiście, że nie ma sensu pytać o to jak się żyje w kontenerze, przecież to od wielu miesięcy, a nawet lat, ich dom. Tymczasowy, ale dom. Nie ma tym bardziej, że przyjechałyśmy na cztery dni, a nie cztery miesiące. Czy mamy prawo wywoływać trudne wspomnienia i porównania tylko po to, żeby zebrać materiał i wyjechać? 

 

Lighthouse Relief, szwedzka organizacja, która powstała podczas kryzysu w 2015 roku, zajmuje się wsparciem uchodźców na Lesbos, oraz aktywizacją dzieci i młodzieży w Ritsonie. Cztery dni w tygodniu (poniedziałek, wtorek, czwartek, piątek) od 14 do 16 pracownicy i wolontariusze LR zapraszają dzieci do kolorowo pomalowanych kontenerów. W środku czekają poduszki, zabawki, klocki, gry planszowe, książki, puzzle i najbardziej lubiana przez dzieci gra w karty UNO. 

Dwa pierwsze dni jesteśmy z Aliną wolontariuszkami, pomagamy w opiece, czyli bawimy się z dziećmi. Pierwsza godzina to czas wolny, ktoś pisze kredą na pomalowanej na czarno ścianie, ktoś buduje dom, najgłośniej jest jak zwykle w grupce grającej w UNO. Wolontariuszki porozumiewają się z dziećmi po angielsku, dzięki temu dzieci podłapują coraz więcej angielskich słów. Zasady są bardzo proste: można się bawić, można wyjść w każdej chwili, nie można stosować agresji. Po godzinie Leah intonuje przyśpiewkę „clean up, clean up, everebody clean up” co szybko podchwytują dzieci i podśpiewując zaczynają sprzątać zabawki. Wychodzimy, dzieci siadają przy małych stolikach, zaczyna się część warsztatowa. Dziś robimy ośmiornicę z połówki papierowego talerza i wełny. 

 

Nasze warsztaty robimy ostatniego dnia w jednym z kontenerów. Przekazujemy dzieciom ramki z pływającym brokatem i rysunkami narysowanymi przez dzieci w Polsce (sprawdź zdjęcia), puszczamy krótki filmik, na którym dzieci z Polski zadają pytania po arabsku. Niestety, dzieci, które przyszły na warsztaty w Ritsonie nic z tego nie rozumieją, ponieważ są Kurdami i znają tylko kurmandżi. One również wypełnią brokatowe ramki, które zawieziemy z powrotem do Polski. Śmieją się, wygłupiają, trochę stresują gdy zaczynamy nagrywać.

Dzieci. Najbardziej potrzebują dzieciństwa. 

Karolina Domagalska